Następstwa dobrych i złych uczynków

Nasza ocena:

3
Pobrań: 7
Wyświetleń: 826
Komentarze: 0
Notatek.pl

Pobierz ten dokument za darmo

Podgląd dokumentu
Następstwa dobrych i złych uczynków - strona 1 Następstwa dobrych i złych uczynków - strona 2 Następstwa dobrych i złych uczynków - strona 3

Fragment notatki:

Nast ę pstwa dobrych i z ł ych uczynków Jest oczywiste, ż e je ś li kogo ś lubimy, to jeste ś my sk ł onni dobrze go traktowa ć , uprzejmie si ę do niego zwraca ć , oddawa ć mu przys ł ugi i ż yczliwie si ę do niego u ś miecha ć . Je ś li kogo ś nie lubimy, to traktujemy go mniej uprzejmie, unikamy go, mówimy o nim z ł e rzeczy i by ć mo ż e nawet zadajemy sobie specjalny trud, aby utrze ć mu nosa. Ale co si ę stanie, je ś li oddamy komu ś przys ł ug ę ? Konkretnie, co si ę stanie, je ś li zostaniemy subtelnie nak ł onieni do wy ś wiadczenia przys ł ugi komu ś , kogo nie lubimy? Czy b ę dziemy lubi ć go mniej czy bardziej? Teoria dysonansu przewiduje, ż e b ę dziemy tak ą osob ę lubi ć bardziej po oddaniu jej przys ł ugi. To zjawisko zosta ł o prawie pomini ę te przez teoretyków dysonansu; faktycznie jest ono cz ęś ci ą wiedzy potocznej. W 1736 r. Benjamin Franklin przyzna ł si ę , ż e wykorzysta ł t ę m ą dro ść w swojej strategii politycznej. Gdy by ł cz ł onkiem stanowego cia ł a ustawodawczego w Pensylwanii, utrudnia ł a mu ż ycie opozycja polityczna i animozja jednego z cz ł onków legislatury. Tak oto zacz ął zdobywa ć jego sympati ę : Nie by ł o moim celem zdobywanie jego przychylno ś ci poprzez okazywanie s ł u ż alczego powa ż ania, ale — po pewnym czasie — pos ł u ż y ł em si ę inn ą metod ą . Wiedz ą c, ż e ma w swojej bibliotece pewn ą bardzo rzadk ą i ciekaw ą ksi ąż k ę , napisa ł em do niego list, wyra ż aj ą c pragnienie przeczytania jej i pytaj ą c, czy odda ł by mi przys ł ug ę i po ż yczy ł j ą na kilka dni. Natychmiast przysta ł mi ksi ąż k ę , a ja zwróci ł em j ą mniej wi ę cej po tygodniu wraz z listem, w którym wyrazi ł em z naciskiem swoj ą wdzi ę czno ść . Gdy spotkali ś my si ę w Izbie Reprezentantów, rozmawia ł ze mn ą (chocia ż nigdy przedtem tego nie robi ł ) i to bardzo grzecznie; od tego czasu zawsze okazywa ł gotowo ść do s ł u ż enia mi przy ka ż dej nadarzaj ą cej si ę okazji; tak zostali ś my wielkimi przyjació ł mi, a nasza przyja źń trwa ł a a ż do jego ś mierci. Jest to jeszcze jeden przyk ł ad s ł uszno ś ci starej zasady: „Ten, kto raz wy ś wiadczy ł ci uprzejmo ść , b ę dzie bardziej sk ł onny do oddania ci nast ę pnej przys ł ugi ni ż ten, wobec którego ty sam jeste ś zobowi ą zany". (BigeIow, s. 216-217) Nie u ś wiadamiaj ą c sobie tego, Benjamin Franklin by ć mo ż e by ł pierwszym teoretykiem dysonansu.

(…)

… więcej sympatii dla tej osoby (zaczerpnięto z; Jecker,
Landy, 1969)
Kiedy zaczynamy nienawidzić tych, których skrzywdziliśmy. Sporo lat temu, w czasie
trwania wojny w Wietnamie, jeden z nas — Elliot Aronson — wynajął młodego mężczyznę, aby
mu pomógł malować dom. Oto jak. wspomina to Elliot:
Malarz był łagodną i z natury przemiłą osobą. Ukończył szkołę średnią, zaciągnął się
do wojska i walczył w Wietnamie…
… wojskowej przemocy, żołnierze zaangażowani w takie działania
będą mieli skłonności do poniżania i dehumanizowania swoich ofiar —
po dokonanym czynie — aby zredukować swój dysonans.
Wyniki eksperymentów laboratoryjnych pozwalają wierzyć w nasze spekulacje odnoszące
się do zachowania malarza domów; sugerują one, że w czasie wojny żołnierze mają większą
potrzebę poniżania cywilnych ofiar…
…, sprawiedliwa
i „uratowała na świecie demokrację". Ja argumentowałem, że była straszliwie brudną
wojną, że zabijaliśmy, okaleczaliśmy i zrzucaliśmy napalm na tysiące niewinnych
ludzi: starców, kobiety, dzieci — ludzi, którzy nie byli zainteresowani wojną ani
polityką. Patrzył na mnie przez długi czas, potem się uśmiechnął i powiedział:
„Psiakrew! Doktorze, oni nie są ludźmi, oni są Wietnamczykami…
... zobacz całą notatkę

Komentarze użytkowników (0)

Zaloguj się, aby dodać komentarz